Niedojrzałość

Wszyscy mówią, że jestem niedojrzała. Dlaczego? Dlatego, że wszyscy są w związkach, mają dzieci? Bo przebieram? Bo źle wybieram? Bo odrzuciłam już tylu, którzy mogli być tymi jedynymi?

Widziałam dziś Łukasza - powiedziała. Nie skomentowałam, ale ona ciągnęła temat - Z jakąś blondynką. Nadal nie odpowiadałam, więc poddała się. Wieczorem wróciła do tematu - jechałam autem, patrzył na mnie, ale chyba mnie nie poznał. Zmieniłam kolor włosów, ale auto poznał. Oczy miał jak pięć złotych. Aha - odpowiedziałam i dodałam - zmarzłam dziś rano, w drodze do pracy. Odpuściła, więcej do tematu nie wróciła.

Wiem, sam mi o niej powiedział. Rok temu. Nigdy długo nie czekał, bo w jego życiu zawsze musi być jakaś kobieta. Nie specjalnie robi mu różnicę jaka, byleby była. Na tym opiera swoją pewność siebie i poczucie własnej wartości. Czy chciałam wiedzieć, że jest w Polsce? Nie. Jego wspomnienie wciąż przyprawia mnie o dreszcze. Nie potrafię komunikować się z mężczyznami, nie potrafię już poznawać nowych ludzi. We wszystkich szukam wad, nie chcę czekać aż czas pokaże. Po co go marnować? Jeśli od razu można odkryć wszystkie karty i oszczędzić sobie rozczarowań.

Nie potrafię już nawet robić tego, co tak bardzo mnie kiedyś jarało – zawierać niezobowiązujących znajomości. Teraz nawet to powoduje we mnie strach. A przecież ten dreszcz przed nieznanym, chwilowym, tak bardzo lekkim i ulotnym definiował wszystkie przerwy od tych super poważnych związków, w których się dusiłam.

Wiem, że to już czas, czas na coś nowego, ale nie mogę się przełamać. Po kilku wiadomościach mam wrażenie, że wiem tobie wszystko. Nie masz pracy? Bo nie chcesz jej mieć, jesteś niezaradny. Nie skończyłeś studiów? Jesteś niezorganizowany i niesystematyczny. Nie potrafisz zaczepić się gdzieś na dłużej. Zapewne jesteś też niestały w uczuciach. Rozwodzisz się? To skup się kurwa na tym, a nie szukasz pocieszenia i potwierdzenia swojej męskości. Pobiłeś rekord, przestałeś mnie interesować w ciągu pierwszych 10 minut rozmowy.

Nie, nie, nie, nie, nie.

Czy to jest niedojrzałość? Czy strach jest niedojrzałością? Czy nie jest przypadkiem dowodem na to, że czegoś się w życiu nauczyłam? Że nie chcę już tego powtarzać? Nie?

Nic mnie tak nie dojeżdża jak codzienność.

Rozmowy z kobietami o ich związkach: od samego początku wiedziałam, że to ten jedyny! Co ty pierdolisz? Po czym to stwierdziłaś? Od lat próbuję to ogarnąć. A później płaczesz, bo jak mogłam nie zauważyć, że on… Jeśli z góry założyłaś, że to ten jedyny, to zaślepiła Cię potrzeba stworzenia czegoś fejkowego, bo nie dopuściłaś do siebie oczywistych rzeczy. Nie lubicie tego słuchać i zarzucacie mi zgorzkniałość i, uwaga słowo klucz, niedojrzałość. No spoko, ale przynajmniej nie oszukuję się, że jest super, podczas gdy twój facet wraca późno z pracy, a ty siedzisz w domu z płaczącym dzieckiem.

Cały czas próbujecie, bo przecież macie dziecko. On ma cię tak bardzo w dupie, że aż ja odczuwam dreszcze, ale ty wmawiasz sobie, że będzie lepiej. Macie dziecko, musicie to ogarnąć, aby ono było szczęśliwe. Bullshit, dziecko nigdy nie będzie szczęśliwe jeśli ty nie będziesz. Zrozum to i nie mów mi, że jestem taka i owaka, bo z nas dwóch, to ja nie oszukuję się każdego pierdolonego dnia.

Jestem w domu, wchodzę po prysznic. Puszczam Stones’ów, możesz to wykpić. Kostki lodu sączą się w whisky.

These diamonds are too small, sorry.

11 lat później

Odeszłam od ciebie rok temu. Zaledwie pół roku temu pozwoliłeś mi znowu zacząć żyć. Poprzednio myślałam, że nie dam rady się od ciebie uwolnić, szczęśliwie bardzo się myliłam. Pewnego grudniowego popołudnia zaprowadziłeś mnie na skraj przepaści. Jeszcze długo nie zapomnę wyrazu twojej twarzy w momencie, gdy zrozumiałeś, że to ty skaczesz, nie ja. Co czułam, gdy zamknęły się za tobą drzwi? Ulgę, wiedziałam, że znowu mogę swobodnie oddychać.

Przy okazji dowiedziałam się, że nikt poza mną nie zrozumiał powodu tego rozstania. Rodzice byli zawiedzeni (myślę, że do dziś są), nie tym, że znowu zostałam sama. Bardziej tym, że od samego początku zakładali, że tak będzie. Nie ma co ukrywać, wielkiej wiary nikt we mnie nigdy nie pokładał.

Moja siostra, fenomen, ponad fenomeny, w skrytości po dziś dzień ma ubaw po pachy. Wraz z naszą drugą, cioteczną, siostrą miały wreszcie szansę dać upust fantazji. Dałam im cudowną okazję do wylania na mnie trzech cystern pomyj. I jeśli myślicie, że nie wiem, to się mylicie. Cudownie było się tego wszystkiego o sobie dowiedzieć. Dzięki temu inaczej na was patrzę. Na siebie również.

Szefowie, kolejne dwie wybitne postaci, w kwietniu doprowadzili mnie na skraj kolejnej przepaści. I tu także, jak w przypadku mojego byłego, zdziwieniu nie było końca, gdy pod koniec miesiąca obwieściłam dumnie, że również i ich porzucam. 14 maja po raz ostatni zamknęłam za sobą drzwi tamtego biura.

Gdy przyjaciółka mówiła mi, żeby zmienić pracę, przytakiwałam, pytając siebie w duchu czy utrzyma mnie, gdy już będę bez pracy. Któregoś dnia jednak, obudziłam się z myślą, że skoro nie bałam się wyrzucić pasożyta z domu i zostać sama, to może nie będę również bała się podjąć się chociaż próby znalezienia innego zajęcia. I tak oto po wysłaniu kilku zgłoszeń, zadzwonił telefon. Po krótkiej rozmowie i nieco dłuższym spotkaniu face to face, zostałam korposzczurem. Teraz z radością poddaje się codziennym wyzwaniom. Tak, praca pochłonęła mnie bez reszty. Ktoś mówił, że to pracoholizm, ale ten ktoś nie wziął pod uwagę, że to jest moja metoda na radzenie sobie z przytłaczającą mnie rzeczywistością. Ten ktoś nie wie również, że niewiele rzeczy w życiu mi się udało, a fakt, że jestem świetna w tym co robię, pozwala mi poczuć się dobrze.

W tym roku skończyłam 26 lat, tego bloga mam od 2005 roku. Wracam tu zawsze po to, aby móc zapisać kilka ważych myśli. Nie bywam tu regularnie, ale nie zaczynam też wpisów od drogi pamiętniczku… Dlatego też cieszę się, że mam miejsce, do którego zawsze mogę wrócić i przypomnieć sobie co mnie w życiu ściąga w dół i więcej tego nie robić.

W maju bieżącego roku mineło 11 lat od śmierci babci. Po tym wydarzeniu bardzo się pogubiłam. Myślę, że zdeterminowało to w jakiejś części moją osobowość. Czas płynie, a ja ciągle o niej myślę, miałyśmy zbyt mało czasu dla siebie.

Ty, który nadal zajmujesz sporą część moich myśli, weź się w garść. Twoje tegoroczne wybryki sprawiły, że serce zabiło mi mocniej. I to wcale nie dlatego, że Cię kocham. Przeraziłeś mnie nie na żarty, ale mam nadzieję, że jest Ci już lepiej i było to tylko chwilowe rozchwianie. Dobrze wiesz, że zawsze będzie dla mnie ważny. Poświęciłam kilka wpisów właśnie Tobie.

A Ty, żonaty, Tobie to już nie wiem co powiedzieć. Znamy się kilka lat i mam wrażenie, że ciągle kręcimy się na karuzeli. Ty chcesz i ja też. Gdy się spotykamy… nawet nie można tego opisać. Jak długo będziemy w tym jeszcze trwali? Ona wie, Ty jesteś niezłomny. Poznaliśmy się zbyt późno, tak wiem, such a cliché. Mimo wszystko dzięki, bo Ty jeden wiesz jak mój trzeźwo myślący umysł oderwać od rzeczywistości.

Najważniejsze jest jednak to, że 11 lat po śmierci babci odszedł dziadek. Cieszę się, że znowu jesteś z babcią. Nie wiem tylko jak się po tym ogarnąć.

14 października naprawdę dorosłam. Zawsze będziecie dla mnie ważni.

Słabi ludzie

Slabi ludzie maja w zyciu najgorzej. Slabi, bo malo asertywni, bo kochaja i poswiecaja swojej milosci cale zycie, bo probuja pomagac innym, choc sami sobie pomoc nie potrafia. Dla kogos moga to byc dobrzy ludzie, dla mnie sa slabi. Przede wszystkim dlatego, ze sama sie do nich zaliczam, pozwalam sobie wobec na tego typu wywod. Dlaczego uwazam sie za slabego, marnego czlowieka? Wlasnie dlatego, ze wiekszosc swojego zycia podporzadkowalam milosci, jej szukaniu, pielegnowaniu. Co z tego mam? Nic, zupelne nic. Przez milosc rozumiem nie tylko kontakty na plaszczyznie czysto romantycznej, ale takze przyjaznie. Bedac w liceum wydawalo mi sie, ze jestem lubiana, mam wielu przyjaciol po swojej stronie i zawsze bede miala z kim porozmawiac. Podejmowalam jednak czesto nietrafne, zeby nie powiedziec – kompletnie beznadziejne, decyzje. Nie ma ludzi nieomylnych, w zwiazku z czym nigdy nie zostalam tak naprawde sama. Az do dzis. Dzis, kiedy na prawde potrzebowalam pomocy, chocby zwyczajnej rozmowy, nie mialam przy sobie nikogo, poza kompletnie pijanym partnerem, ktory czesto i chetnie pokazuje mi gdzie jest moje miejsce.

Slabi ludzie, ktorzy mysla, ze znalezienie milosci i zalozenie rodziny jest tym, co powinno determinowac nasze dzialania, bardzo sie myla. Oczywiscie gratuluje wszystkim, ktorzy swoja milosc znalezli i rzeczywiscie rodziny zalozyli. Gratuluje, ze wam sie udalo. Chcialabym tylko wiedziec, jak, do chuja, tego dokonaliscie. Co wydarzylo sie w moim zyciu takiego, ze niczego nie jestem w stanie poukladac? Coraz czesciej mysle, ze powinnam byc zupelnie sama. Nie kazdy bedzie mial swoje szczesliwe zakonczenie, a ja jestem najwyrazniej na koncu listy.

Bezinteresowni, dobrzy ludzie, fajnie, ze jestescie. Nie wiem jak to robicie. Podobno czynienie dobra sprowadza na nas samych dobro. Kiedys taka bylam, kiedys probowalam. Nic sie nie wydarzylo. Moze wiec nie jestem bohaterem? Tylko akurat przypisano mi role czarnego charakteru? A te, jak wiadomo, są z definicji samotnikami.

I tak oto, taki czarny charakter – samotnik, pije sam ze sobą. A to podobno pierwszy krok do alkoholizmu, ale co ja tam wiem.

Co może nas w życiu spotkać gorszego od bycia z niewłaściwą osobą? Zamieszkanie z tym kimś. Osiągnę dno, gdy on postanowi się oświadczyć, a ja się zgodzę. Jestem jednak taką desperatką, że prawdopodobnie tak właśnie sie stanie.

Nie płacz, weź się ogarnij i poukładaj swoje życie. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Dlaczego? Dlatego, że podejmowanie złych decyzji jest uzależniające. Tak jak picie alkoholu, palenie papierosów i ćpanie. Tak, przeszłam przez te wszystkie rzeczy, więc może teraz łatwiej będzie komuś zrozumieć, że jestem uzależniona od rujnowania siebie samej.

Jestem słaba. Ile jest takich osób jak ja? Więcej niż na pierwszy rzut oka widać. Dobrze się maskujemy. W dzieciństwie trochę się buntujemy, pijemy, palimy. Ale kończymy szkoły, bo jednak coś w nas jest, co pcha nas naprzód. Później idziemy na studia, które w dużej mierze przesypiamy i przepijamy, ale też je kończymy, bo nadal mamy tyle siły, że wiemy, że bez tego będziemy nikim. Ale nadal otaczają nas inni ludzie, którzy jakoś dają nadzieję, że później też jakoś to będzie. Szkoda tylko, że po studiach trzeba zacząć żyć naprawdę. Bez pomocy rodziców, stypendiów, trzeba iść do pracy. W zależności od miejsca pracy nawiązujemy nowe kontakty lub też nie. Ja niestety nie. Jestem w moim biurze sama, całymi dniami. Pracuje 9 godzin dziennie. Doliczając do tego czas poświęcony na dotarcie do pracy jestem poza domem od 10 do 11 godzin każdego dnia. Ile czasu mi zostaje? Około 4-5 godzin. Plus około 8h na sen. Niewiele ma się z życia, bo następnego dnia trzeba zebrać się w sobie i znowu pędzić do biura. W ciągu tych kilku godzin w domu, zanim pójdę spać, jestem w stanie wytoczyć wojnę światu, przepraszać, śmiać się, płakać, krzyczeć.

Nie jestem do końca normalna. Nie wiem też jednak jak definiuje się normalność. To raczej kwestia mocno dyskusyjna. Myślę jednak, że mam jakieś zaburzenia, zawsze miałam. No ale studia skończyłam, prace dostałam, to pewnie sobie wymyśliłam.

Pewnie tak.

Karma’s only a bitch if you are

I nagle budzisz się rano i nie wiesz gdzie się podziało to, co jest walką.

Związki to jednak nie opcja dla mnie. Dotarło do mnie, po miesiącu sielaneczki, że ja się w tym generalnie nie mogę odnaleźć. No to pa. Jestem zimną suką, i know, ale nie ma we mnie nic kompletnie. Ranienie ludzi przychodzi mi z taką łatwością, że aż czasem sama się siebie boję. Najlepiej jest wrócić to stanu emocjonalnego warku, na więcej mnie chwilowo nie stać, ale nie jest mi z tym źle. Zadaje cios i wiem, że to kiedyś do mnie wróci. W myśl staropolskiego powiedzenia: karma’s only a bitch if you are. Wiem i czekam na nią. Dlaczego mam być ślepcem, dlaczego mam uśmiechać się gdy nie chcę?

Wiem, że czas płynie, że z każdym dniem jestem coraz starsza. Mąż, dzieci, własne M4, takie tam. Im dłużej o tym rozmyślam, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jestem rozdarta, serio, mam dwie twarze. Jedna – ta kochana, miła, uczynna, zakochana na zabój w tym jedynym. Druga – ta zawsze szyderczo rozbawiona widokiem weselnych foteczek na fejsie, upalona, pijana powietrzem, wolna, kochająca wielu mężczyzn… Na co dzień balansuje na granicy moich JA, mieszając realizm z dawką zdrowego sarkazmu. Jednak, gdy tylko pojawi się ktoś, kto chce kochać mnie miłością czystą i bezinteresowną, przechodzę na ciemną stronę. Tak to widzę, nie jest łatwo. Mam autodestrukcyjną osobowość, handluj z tym.

Słowo zbuduje i słowo zburzy to wszystko.