Ciężkie rozstania.

Mamy 28 grudnia. Trzeba uprasować ciuszki i wcisnąć je w walizkę. Jutro wracam do siebie, trzeba zająć się zakupami na Sylwestra. Mimo wszystko jakoś mi przykro, że już muszę jechać… Zawsze z wielką niechęcią wracam do domu, ale gdy muszę wyjechać… to aż mnie ściska… Nie wiem czy to dlatego, że lubię mój stary pokój i widok z okna na ogród, czy może ze względu na babcie, którą powinnam się więcej opiekować. Może po prostu żal mi, że nie widuje rodziców i nie wiem co dzieje się w domu na co dzień? Rzadko do mnie dzwonią, nie wiem czemu. Zawsze mam do nich wielki żal, gdy nie odbierają telefonów. Czasem jakbym mogła to przywiązałabym się do łóżka byleby tylko stąd nie wyjeżdżać. Po paru dniach wszystko wraca do normy, przestaje tęsknić i przyzwyczajam się do swojej samotności. 

Myślę nad tą tęsknotą i nie mogę pojąć czemu w ogóle ją odczuwam? Matka zawsze krzyczała. Nie pamiętam normalnych, względnie spokojnych dni. Taty nie było całymi tygodniami, zawsze pracował. Z siostrą raczej rzadko rozmawiałam, bo ciężko mi się było z nią porozumieć. To też wina tego, że była przez wszystkich preferowana. Pozostawała mi tylko babcia. Doprawdy nie wiem, za czym tak tęsknię. 
Nigdy nie byłam rozpieszczana, często pomijana – ktoś tu nie miał pojęcia o wychowywaniu dzieci. O ile w ogóle można mówić to o jakimkolwiek wychowaniu przez rodziców, bo większą rolę w moim życiu odegrała socjalizacja wtórna – podwórko. Ale to za długa historia, żeby ją tu przytaczać. Dzięki temu wiem jedno – przywykłam do samotności, ciszy i ciemności. Najlepiej czuje się, gdy nie ma wokół mnie nikogo.
Fuck the system ;) <— klik
I NIENAWIDZĘ (choć to mocne słowo), gdy ktoś mówi do mnie ścisz to!

Byty nieokreślone.

Każdego wieczora umieram, rano zmartwychwstaję. Męczy mnie to już – ten nieokreślony byt, którym jestem. 

To zadziwiające, że wciąż tu jestem, choć nadal nie potrafię określić sensu swojego istnienia. … A może tak się tylko ze sobą droczę? Może wiem dokąd zaprowadzi mnie życie, i podświadomie dążę tą samą drogą co zawsze, do jednego, jedynego celu jaki mam? Niestety moja podświadomość nie raczy być na tyle łaskawa aby mnie poinformować o swoich zamiarach. Może chociaż mogłaby podpowiedzieć co nieco, dać jakąś wskazówkę, aby rozwikłać zagadkę wszelkich bytów, nie tylko mojego? Nie, na pewno nie może, przecież cierpnie uszlachetnia.
W swoich rozmyśleniach, wznoszę się na coraz wyższy poziom abstrakcji, w jakim celu? Odnalezienia tego co jest nam dawane w chwili poczęcia, a odbierane, bądź tłumione w trakcie socjalizacji? Tak, to ta szczera chęć do życia, radość, to właśnie to, co posiadają nieliczni z nas, nieświadomi być może, że inni poszukują tego przez całe swoje życie. 
Ale ja nie jestem nieszczęśliwa. Wydaje mi się, że jestem po prostu ciekawa. Dlatego też zadaję tyle pytań, tworze nierozwikłane problemy, które zamykam w swoim umyśle. Czasem do nich wracam, to oczywiste, nie robię niczego tylko po to aby się zadręczać ;) 
Czasem mi się zdaję, że łatwiej zaspokoić mnie seksualnie aniżeli duchowo czy mentalnie ;) Mam potrzebę wiecznej rozkminy, wielka szkoda, że nie mam z kim porozmawiać. Tak się składa, że starzy znajomi dawno rozjechali się po świecie. A ja nadal kocham ten chillout przy dobrej muzyce i dobrym blancie ;) Te rozmowy do bladego świtu … 
Ahhh taaakkk … Być człowiekiem to nieludzki wysiłek. Nic w tym dziwnego, że nie wszystkim się udaje. … ;)

♫ FOREIGN BEGGARS & NOISIA – CONTACT ♫

26.12.2010

Jesteśmy ze sobą od 2,5 roku, właściwie to 2 lata, 7 miesięcy i 26 dni. Jest jak jest, raz lepiej, raz gorzej. Wiadomo, jak u wszystkich. Skoro pierwsze nasze święta spędziliśmy u mnie, a drugie z powodów od nas niezależnych pominę, to myślałam, że te będą u Ciebie. Jak już wcześniej wspominałam, nie przepadam za Bożym Narodzeniem, nie jara mnie ten klimat, jednak nie powinno mnie to skazywać na samotność przez trzy dni. Tak mi się bynajmniej wydaje. Święta spędzone w gronie mojej rodziny to więcej kłopotów i kłótni niż relaksu. Wiem, jak bardzo głupio mu było, gdy podziękowałam, za wspólnie spędzony czas i miłą atmosferę, wiem też, że to niestosowne z mojej strony. Zdaję się jakbym jednak nie była częścią jego rodziny.

Albo on tego nie chce, albo oni. Ale o co chodzi?

Nie zaprosił mnie nawet na obiad.

Tumiwisizm ;)

Tak się zastanawiam czy każdy czasem ma wrażenie, że się marnuje? Czy to prywatnie, czy zawodowo, nie ważne. Chodzi o to, że czujemy coś na zasadzie niedopełnienia. Jesteśmy szczęśliwi, mamy partnerów/współmałżonków, dobrą pracę, studia, wykształcenie na satysfakcjonującym nas poziomie. A mimo to coś tu jest nie tak. Może chodzi o to, że nie „wyszaleliśmy się” kiedy robili to wszyscy, kiedy dorastaliśmy, kiedy studiowaliśmy? Może mamy na to ochotę właśnie w tym momencie, tylko już nikt nie chce z nami tego nadrabiać? Wydaje się, że tak wiele przegapiliśmy. Z drugiej strony jesteśmy doświadczeni przez życie przez przygody z alkoholem, dragami, rodzicami alkoholikami, chorobami.. No ale oczywiście nie wszyscy. Zdarzają się przypadki rodzin tak cudownych, tak kochanych i wyrozumiałych, że na samą myśl o nich chce mi się rzygać tęczą. Aha, dodajmy jeszcze, że są majętni i że zlewałam na nich całe życie, bo są pyszni i wścibscy, a do palenia blantów nie potrzebny nam snobizm, tylko dobry klimat w naszym* własnym towarzystwie.

Zatem czego mi brakuje w tym momencie? Za mało się bawiłam? Za mało piłam? Rodzice nie mieli pieniędzy? 
Mam hajs, mam mieszkanie, mam wykształcenie i kształcę się dalej. Mogę pić i bawić się ile mi się podoba. Mogę położyć się w sobotę do łóżka z facetem, którego poznałam na imprezie i przeżyć z nim wiele rozkosznych orgazmów. Mogę wstać w poniedziałek rano na wykład, albo pierdolić wszystko i uprawiać z nim seks przez cały tydzień!
Więc o co chodzi? Czego mi brakuje? Normalności? Na to już za późno ;) Chociaż.. patrząc na niektórych ludzi mam wrażenie, że ze mną wszystko jest jak najbardziej w porządku ;) 
Może ogarnął mnie … tumiwisizm**? Pewnie tak. A niedługo sesja, i nie będzie mi się chciało jeszcze bardziej niż w tym momencie.
Wasze zdrowie ;)

* wbrew pozorom to słowo oznacza bardzo wiele osób oraz sytuacji, które pamiętam mniej lub bardziej, nie tylko z winy upływu lat, ale i nieodstępującej nas na krok chmurki dymu ;)
** dla trybiących wolniej: wszystko mi zwisa i powiewa ;)

Socjopaci w czwartkowy wieczór.

Niektórzy trybią wolniej. Doprawdy nie rozumiem jakie znaczenie ma dla pewnego dwudziestokilku latka moje zdanie na temat jego wyglądu? Dobrze, nie oszukujmy się szału nie ma. Nie chodzi o to, że każdego oceniam przez pryzmat jego wyglądu zewnętrznego. Jeśli od długiego czasu pisze do mnie ktoś, kto twierdzi, że zawsze będzie czekał na mnie w kolejce, gdy będę wolna mam dać mu znać, mimo, że NIGDY nie widział mnie na oczy, to zaczynam się zastanawiać kim tak na prawdę jest. Naturalną konsekwencją tego jest poproszenie go o… zdjęcie. I wtedy okazuję się, że uaktywnia się blokada, mówiąca: SORRY ale NIE. I gdyby przez cały ten czas, nie próbował się wkręcać na miejsce mojego obecnego, to nie miałabym nic przeciwko temu jak wygląda. Zresztą nie o to już chodzi. Chodzi o ta nachalność z jaką próbuje wydusić ze mnie co o nim pomyślałam, gdy go zobaczyłam. Pojawia się tu pewne pytanie… na prawdę chcesz o tym wiedzieć? Nierzadko zdarza się spotkać socjopatów, ale zdaje się, że jest to przypadek tak klasyczny, że aż się dziwie do jakiego absurdu ten człowiek był w stanie się doprowadzić. Jednocześnie twierdził przy tym, że… to nie ma znaczenia, ale powiedz mi proszę, bo oszaleje. To oczywiście parafraza, trudno byłoby przytoczyć to co na prawdę napisał. Jest mi przykro, że ktoś w jego wieku nie ma życia poza tym wirtualnym. 

Proszę sobie nie myśleć - jaka ona jest pusta. Co ta dziewucha wygaduje, wygląd nie ma znaczenia, liczy się wnętrze, intencje, dobre serce. Jasne, szkoda tylko, że większość z nas jest wzrokowcami ;) A jakby nie chciał, abyśmy byli powierzchowni, każdy byłby taki sam.