O magii, lolach i mugolach

Wiecie na czym polega magia sylwestrowej nocy? Nie wierzycie w nią? Pewnie jeszcze za mało wypiliście. Opowiem wam zatem, przecież mam mnóstwo czasu.

Magia Sylwestra jest wtedy kiedy siedzicie sami w domu (no dobra nie całkiem sami, jest kot i choinka też jest) i odbieracie te cholerne smsy z życzeniami, a sami wysyłacie je do osób, które mają Was centralnie w dupie i nigdy w życiu Wam nie odpiszą. Jest coraz smutniej, później, otwieracie kolejne wino, wódeczkę, piwko, spalacie kolejnego blanta, co kto lubi. Nagle dzwoni telefon i myślicie sobie jeżu drogi, moim starym jest mnie tak bardzo żal, że dzwonią zapytać co robię?! Ale patrzycie na wyświetlacz i… zonk. Dzwoni Wasza pierwsza miłość (i niezależnie od tego jak bardzo pragmatyczni i antyromantyczni jesteście, to jednak ktoś kiedyś był pierwszy coniea?) żeby Wam powiedzieć, że TĘSKNI. Tak, TĘSKNI. I ciśnie się na mózg i usta soczyste KURWA CO? I słuchajcie dalej, mówi, że bardzo przeprasza, że się nie odzywał, ale ma teraz wredną dziewczynę i ona mu nie pozwala się ze mną kontaktować. Naturalnie pytam: i ponieważ ona nie pozwala Ci się ze mną kontaktować, dzwonisz do mnie w Sylwestra? Odpowiedź, jest równie naturalna (choć to określenie powinno zostać wpisane do katalogu słów absolutnie zakazanych, o ile takowy w  ogóle istnieje): no tak, bo wyszedłem właśnie, a ona jest w środku, w domu znaczy, reszta rodziny też jest, ale ja chciałem tylko powiedzieć, że tęsknie, a co było już nie wróci i jest mi trudno, ale musiałem i jeszcze chciałem powiedzieć, że niedługo przyjadę, obiecuję.

Właśnie to nazwałabym magią. Jest smutno, jest podle i tak samotnie, a jednak on jeszcze gdzieś tam jest i tęskni. Pewne rzeczy już nigdy nie wrócą, to oczywiste. Jednak śni mi się ciągle, nieprzerwanie od tylu lat. Kiedy jestem tak mega do bólu smutna i zawiedziona otaczającym mnie światem tylko i wyłącznie rozmowa z nim jest na to lekarstwem.

I nie proszę państwa, nie są to żale Matki Teresy. To jedynie dowód na to, że magia istnieje i czuwa. Nawet taki zapity wińskiem mugol jak ja może tego doświadczyć i rozpłakać się jeszcze mocniej.

Życzę Wam zatem szczęśliwego Nowego Roku i abyście zwracali uwagę na szczegóły, są naprawdę bardzo ważne.

PS Jak sobie przypomnę ile razem spaliliśmy i ile to paradoksalnie problemów rozwiązało, to chcę żeby szybciej ten wehikuł budował. Bo jak mówisz komuś, że tak naprawdę to był tylko jeden Sylwester, którego zupełnie nie pamiętasz, a ten ktoś odpowiada, że wie który i rzeczywiście wie, to wtedy dopiero się mocno płacze. Tak mocno, że nawet kręcenie lolka nie wychodzi…

Do kogo zadzwonisz kiedy to się skończy?

Zaobserwowałam pewną prawidłowość w swoim życiu. Zawsze, gdy przypominam sobie aby tu zajrzeć, akurat jestem w trakcie mniejszej lub większej rewolucji. Tak jest oczywiście i tym razem. Co lepsze, przyśniło się to (logowanie na bloga). Jeśli do tej pory nie byłam dość szalona, teraz zapewne osiągnęłam już maksymalny tego poziom. Co mnie bardzo zaskoczyło, nie dość, że minęły niemal 3 lata od ostatniej wizyty w moim „pamiętniczku”, to po raz kolejny związane jest to ze zmianą mieszkania, faceta, oraz szeroko rozumianą metamorfozą wyglądu zewnętrznego. Nie spoko, nie zoperowałam się, bo znając moje szczęście coś poszło by nie tak jak trzeba.

Czasem tak sobie siadam i myślę: dokąd zmierzam? Im dłużej o tym myślę, tym mniej wiem. Co jest pewne, po grubo ponad 5 latach związku zdecydowałam się go zakończyć. Powody tej decyzji noszę głęboko w sobie, nikt i tak nie jest w stanie tego pojąć. Oczywiście znowu się przeprowadziłam, tym razem nie tylko z mieszkania do mieszkania, ale rzuciłam wszystko i egzystuję w dużym mieście. To jest wreszcie to czego chciałam – anonimowość, święty spokój. Co najważniejsze, jak to mówią, wzięłam się za siebie – dokonałam totalnej rewolucji sposobu odżywiania. Właściwie to nawet zaczęłam trudzić się uprawianiem sportu. Pewnego dnia w marcu obudziłam się z myślą, że już chyba gorzej być nie może? Wzięłam się w garść, umówiłam na wizytę u specjalisty. Następnego dnia, razem z rozpoczęciem nowego sposobu odżywiania, postanowiłam ćwiczyć. Kto mnie zna wie jak bardzo jest to nieprawdopodobne. Nie dość, że fitness, to jeszcze rower, siłownia… Jedni patrząc na mnie szydzili – nie dasz rady. Inni trzymali kciuki. W każdym razie wszyscy zbierają szczęki z podłogi, bo nikt nie spodziewał się, że tak można się zmienić. Wiadomo – zdarzają mi się żywieniowe grzeszki, ale jest to wszystko racjonalne i w stosownych odstępach czasu.

Jestem teraz człowiekiem wielozadaniowym – studiuje, po szkole pracuje, ćwiczę, dobrze się odżywiam, poznaję nowych ludzi (nadal przychodzi mi to z trudem, ale przynajmniej się staram). Chodzę na zakupy – mnogość zakupów. Co jest w tym wszystkim najlepsze? Już nie boję się wyjść do ludzi, bardzo lubię to, że patrzą na mnie z podziwem.

Po raz kolejny – sama sobie bogiem. Tak trzymaj.