Bezsenność – tracę głowę

Tak bardzo bezsenność. Kłęby myśli przetaczają się przez moją głowę. Dlaczego to właśnie w nocy wszystko staje się takie wyraziste? Błahostki wyrastają do rangi ogromnych problemów. Dylematy, niewypowiedziane słowa, zmarnowane okazje. To właśnie teraz musi zostać rozstrzygnięte. Zupełnie jakby rano słońce miało nie pojawić się na niebie. A przecież będzie, jak zawsze, nic złego się nie wydarzy. Jednak wraz z nastaniem świtu czar pryska. Wszystko znów staje się zwykłą codziennością, a wszystkie przemyślenia odchodzą w zapomnienie. Aż do kojenej bezsennej nocy.

„Dobrze gdzieś mieć kogoś. Choćby po to, by było komu opowiedzieć historię dnia, który właśnie z tego powodu warto było przeżyć.”

Przeżywam swoje rozterki w ciszy i spokoju, przy świetle bijącym z ekranu komputera. Czasem wydaje mi się, że o wiele lepiej funkcjonuje w nocy. Ale lubię to, tak samo jak lubię myśl, że jednak jest ktoś i mogę mu opowiedzieć historię dnia

Trening personalny

Trening z trenerem personalnym to dopiero wycisk. Nic tak nie da w kość jak drugi człowiek. Boskie uczucie, mega wrażenia, chcę więcej i więcej! Z pewnością zapiszę się na kolejne treningi, ale najpierw uporam się z sesją. Póki co ledwie wystarcza mi czasu na normalną siłownię i A6W (a robi się coraz ciężej – dzień 17). Taki zastrzyk energii z rana daje motywację do dalszej pracy, dzięki temu natłok codziennych obowiązków jest do zniesienia. Jestem gotowa na wyzwania, a to chyba właśnie o to chodzi. Przy okazji dobrze wiedzieć, że wszystkie parametry są w jak najlepszym porządku i wystarczy już teraz tylko pracować nad fit body. Kondycja na mega poziomie, tak trzymać, nie poddawać się. Dla dobrego wyglądu i świetnego samopoczucia warto czasem trochę „poumierać”.

First you feel like dying. Then you feel reborn! 

I fucking love gym!

Najlepsze uczucie ever? Zakończenie porządnego, codziennego treningu! Kocham Pure, nawet jeśli niektórzy uważają, że to zwyczajnie lansiarska siłownia. Teoretycznie racja, ale za to mają sprzęt na poziomie, świetnych trenerów i najlepsze zajęcia grupowe. Generalnie – zabawa warta pieniędzy jakie im się płaci.

11 dni Aerobicznej Szóstki Weidera za mną, dziś dzień 12. Powoli zaczynam umierać, ale będzie już tylko ciężej, więc trzeba się spiąć. Z A6W problem jest taki, że nie wystarczy to ćwiczyć, trzeba to ćwiczyć cholernie dobrze, inaczej można tylko pomarzyć o jakichkolwiek efektach, a później narzekać tyle tygodni ćwiczeń i zero efektu. Jak coś robić to od początku do końca.

Ostatnio zauważyłam, że wiele rzeczy się sypie i idzie totalnie nie po mojej myśli. Rozładowuję cały stres na siłowni, to jednak najlepsze lekarstwo na problemy. Co prawda żadnego nie rozwiąże za mnie, ale przynajmniej pomaga rozjaśnić umysł. Kto nie ćwiczy – nie ogarnie. W ogóle cała ta „aferka” wokół aktywności fizycznej jest według mnie jak najbardziej potrzebna. Jak czasem patrzę na niektórych ludzi to mam ochotę ich zaprosić na wspólny trening. I nie, nie dlatego, że jestem wredna, ale dlatego, że jest mi żal ludzi, którzy po wejściu na  pierwsze piętro sapią jakby właśnie ukończyli maraton. W dodatku to młodzi ludzie, którzy powinni być sprawni, a nie są, co gorsza nawet nie chcą być.

Weźcie się ludzie do roboty, to nikt nie będzie wam musiał w jesieni waszego żywota miejsca w tramwaju ustępować – będziecie zdrowsi. Tak wiem, przez sport do kalectwa – bla, bla. Nie trzeba go przecież od razu uprawiać wyczynowo, ale warto się ruszać, żeby dobrze się czuć. Aby nie rzucać słów na wiatr – A6W czas start ;)

Are you mine?

Jakieś zmienne nastroje się mnie czepiają. Niekoniecznie wiem czym to jest spowodowane, ale chyba dawno mnie nikt nie przytulał. Tęsknię za bliżej nieokreślonym bytem, bo przecież nie mam za kim. A już na pewno nie za żonatym kolesiem, który myślał, że się nie wyda, a jednak – upsss. Choć i tak wydaje mi się, że najbardziej pociągała mnie w nim jego tajemniczość. Oczywiście do momentu odkrycia wszystkich kart.

Wracając do moich bliżej nieokreślonych tęsknot, trzeba je po raz kolejny uśpić. Co prawda na horyzoncie pojawia sie pewna postać, ale nie mam ani przekonania, ani tym bardziej zaufania. Myślę, że nie trudno się dziwić biorąc pod uwagę moje przygody. Ale ponieważ nigdy nie wiadomo co dla nas szykują wszelkie siły wyższe, w które nie wierzę, a większość ludzi czci zawzięcie, nie zamykam póki co żadnej furtki. A nuż okaże się to czymś wartościowym. Jednak z moim nastawieniem, nie ma co się spodziewać.

Mam ochotę pić, a potem iść z Tobą do Ciebie…

Kłaniam się, Fascynacja.

Postanowienie: nie robić postanowień

Jak co roku postanowieniem noworocznym jest brak postanowień. Jeśli chcesz zmienić coś w swoim życiu to na pewno nie zaczniesz tego realizować budząc się po mega imprezie. Jeśli jakimś cudem kiedykolwiek Ci się to udało, to albo w podobieństwie do mnie, nigdy nie masz kaca, albo zwyczajnie gratuluję samozaparcia.

W każdym razie jeśli chcesz coś zmienić  w swoim życiu to po prostu to zrób. Nie czekaj do poniedziałku, do pierwszego dnia nowego miesiąca czy roku, tylko weź się w garść i ogarnij. Ciągle słyszę OMG taka jestem tłusta, muszę schudnąć, od jutra się biorę.

Chcesz schudnąć i nie możesz sobie z tym sama poradzić? Zapisz się do dietetyka, to nie jest aż tak kosztowna inwestycja jak Ci się wydaje, a dzięki temu unikniesz wielu błędów i efektu jojo. Rusz szanowne cztery litery i idź na siłownie. W większości z nich pierwsza wizyta jest darmowa, możesz wejść, poćwiczyć, sprawdzić czy podoba Ci się klimat i ludzie, czy sprzęt odpowiedni, a w łazienkach czysto. Nie podoba się? Prosta sprawa, nie wracasz tam, szukasz innej siłowni. W końcu jakąś znajdziesz. Karnet to też nie majątek, zaraz po zrezygnowaniu z fast foodów, słodyczy i innych produktów zakazanych okaże się, że masz prawdopodobnie nadwyżkę gotówki na koncie/ w portfelu. Wstydzisz się ćwiczyć wśród ludzi? Nie ma problemu, nie wychodź, odpal youtoube’a. Znajdziesz tam mnogość filmików na ćwiczenie zarówno całego ciała jak i w późniejszym etapie konkretnych partii. Trzymanie się nowego sposobu odżywania zaproponowanego przez dietetyka + systematyczne ćwiczenia = 100% gwarancja sukcesu.

Chcesz rzucić palenie i nie możesz. BUHU. Możesz wszystko, tylko się niepotrzebnie rozczulasz. Twoja słabość wynika tylko i wyłącznie z tego, że zbyt szybko sobie odpuszczasz. Nie mówię, że musisz już teraz wyrzucić resztę paczki do kosza, bo tak mogą doradzać Ci tylko osoby, które same nigdy w życiu nie paliły. Ja tylko mówię, żebyś myślał/a nad każdym wypalonym papierosem, zastanów się czy już na pewno go potrzebujesz? Z czasem sam/a zauważysz, że każdego dnia wypalasz coraz mniej. Gorzej jeśli jesteś człowiekiem z mojej kategorii, tzn. uważasz, że palenie jest po prostu zajebiste i kurewsko lubisz zajarać. Wtedy współczuje bardzo, jest hardcore. Z drugiej jednak strony całe życie tak uważałam, wszystkim to powtarzałam, a jednak rzuciłam i świetnie sobie radzę. Wniosek płynie z tego zatem tylko jeden – jak się chcę to się potrafi.

Jest jeszcze milion innych postanowień noworocznych, które podejmujecie, a których NEVER EVER nie dotrzymacie. Łącznie z tkwieniem w nieszczęśliwym związku (rada: rzuć to), a także niespełnioną miłością (rada nr 1: podejmij działanie; rada nr 2: jeśli wykonaliście jakiś ruch i nadal nic z tego, to postępowanie jest analogiczne do tkwienia w nieszczęśliwym związku, rzuć to).

W każdym razie nie jestem idealna i nie zawsze wszystko udaje mi się za pierwszym razem, ale przynajmniej się staram. Jestem uparta, więc zazwyczaj próbuję, aż osiągnę swój cel. Wiem, że wielu ludzi zwyczajnie wkurwia moja pewność siebie i gotowy sposób na wyjście z każdej sytuacji, ale taka już jestem. Wybrałam metodę prób i błędów, przynajmniej nikt nie może mi zarzucić, że wszystko przychodzi mi z łatwością. Aby nie rzucać słów na wiatr idę robić 4 dzień A6W, bo po świętach z abs zostało już tylko wspomnienie (;