Karma’s only a bitch if you are

I nagle budzisz się rano i nie wiesz gdzie się podziało to, co jest walką.

Związki to jednak nie opcja dla mnie. Dotarło do mnie, po miesiącu sielaneczki, że ja się w tym generalnie nie mogę odnaleźć. No to pa. Jestem zimną suką, i know, ale nie ma we mnie nic kompletnie. Ranienie ludzi przychodzi mi z taką łatwością, że aż czasem sama się siebie boję. Najlepiej jest wrócić to stanu emocjonalnego warku, na więcej mnie chwilowo nie stać, ale nie jest mi z tym źle. Zadaje cios i wiem, że to kiedyś do mnie wróci. W myśl staropolskiego powiedzenia: karma’s only a bitch if you are. Wiem i czekam na nią. Dlaczego mam być ślepcem, dlaczego mam uśmiechać się gdy nie chcę?

Wiem, że czas płynie, że z każdym dniem jestem coraz starsza. Mąż, dzieci, własne M4, takie tam. Im dłużej o tym rozmyślam, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że jestem rozdarta, serio, mam dwie twarze. Jedna – ta kochana, miła, uczynna, zakochana na zabój w tym jedynym. Druga – ta zawsze szyderczo rozbawiona widokiem weselnych foteczek na fejsie, upalona, pijana powietrzem, wolna, kochająca wielu mężczyzn… Na co dzień balansuje na granicy moich JA, mieszając realizm z dawką zdrowego sarkazmu. Jednak, gdy tylko pojawi się ktoś, kto chce kochać mnie miłością czystą i bezinteresowną, przechodzę na ciemną stronę. Tak to widzę, nie jest łatwo. Mam autodestrukcyjną osobowość, handluj z tym.

Słowo zbuduje i słowo zburzy to wszystko.