Słabi ludzie

Slabi ludzie maja w zyciu najgorzej. Slabi, bo malo asertywni, bo kochaja i poswiecaja swojej milosci cale zycie, bo probuja pomagac innym, choc sami sobie pomoc nie potrafia. Dla kogos moga to byc dobrzy ludzie, dla mnie sa slabi. Przede wszystkim dlatego, ze sama sie do nich zaliczam, pozwalam sobie wobec na tego typu wywod. Dlaczego uwazam sie za slabego, marnego czlowieka? Wlasnie dlatego, ze wiekszosc swojego zycia podporzadkowalam milosci, jej szukaniu, pielegnowaniu. Co z tego mam? Nic, zupelne nic. Przez milosc rozumiem nie tylko kontakty na plaszczyznie czysto romantycznej, ale takze przyjaznie. Bedac w liceum wydawalo mi sie, ze jestem lubiana, mam wielu przyjaciol po swojej stronie i zawsze bede miala z kim porozmawiac. Podejmowalam jednak czesto nietrafne, zeby nie powiedziec – kompletnie beznadziejne, decyzje. Nie ma ludzi nieomylnych, w zwiazku z czym nigdy nie zostalam tak naprawde sama. Az do dzis. Dzis, kiedy na prawde potrzebowalam pomocy, chocby zwyczajnej rozmowy, nie mialam przy sobie nikogo, poza kompletnie pijanym partnerem, ktory czesto i chetnie pokazuje mi gdzie jest moje miejsce.

Slabi ludzie, ktorzy mysla, ze znalezienie milosci i zalozenie rodziny jest tym, co powinno determinowac nasze dzialania, bardzo sie myla. Oczywiscie gratuluje wszystkim, ktorzy swoja milosc znalezli i rzeczywiscie rodziny zalozyli. Gratuluje, ze wam sie udalo. Chcialabym tylko wiedziec, jak, do chuja, tego dokonaliscie. Co wydarzylo sie w moim zyciu takiego, ze niczego nie jestem w stanie poukladac? Coraz czesciej mysle, ze powinnam byc zupelnie sama. Nie kazdy bedzie mial swoje szczesliwe zakonczenie, a ja jestem najwyrazniej na koncu listy.

Bezinteresowni, dobrzy ludzie, fajnie, ze jestescie. Nie wiem jak to robicie. Podobno czynienie dobra sprowadza na nas samych dobro. Kiedys taka bylam, kiedys probowalam. Nic sie nie wydarzylo. Moze wiec nie jestem bohaterem? Tylko akurat przypisano mi role czarnego charakteru? A te, jak wiadomo, są z definicji samotnikami.

I tak oto, taki czarny charakter – samotnik, pije sam ze sobą. A to podobno pierwszy krok do alkoholizmu, ale co ja tam wiem.

Co może nas w życiu spotkać gorszego od bycia z niewłaściwą osobą? Zamieszkanie z tym kimś. Osiągnę dno, gdy on postanowi się oświadczyć, a ja się zgodzę. Jestem jednak taką desperatką, że prawdopodobnie tak właśnie sie stanie.

Nie płacz, weź się ogarnij i poukładaj swoje życie. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Dlaczego? Dlatego, że podejmowanie złych decyzji jest uzależniające. Tak jak picie alkoholu, palenie papierosów i ćpanie. Tak, przeszłam przez te wszystkie rzeczy, więc może teraz łatwiej będzie komuś zrozumieć, że jestem uzależniona od rujnowania siebie samej.

Jestem słaba. Ile jest takich osób jak ja? Więcej niż na pierwszy rzut oka widać. Dobrze się maskujemy. W dzieciństwie trochę się buntujemy, pijemy, palimy. Ale kończymy szkoły, bo jednak coś w nas jest, co pcha nas naprzód. Później idziemy na studia, które w dużej mierze przesypiamy i przepijamy, ale też je kończymy, bo nadal mamy tyle siły, że wiemy, że bez tego będziemy nikim. Ale nadal otaczają nas inni ludzie, którzy jakoś dają nadzieję, że później też jakoś to będzie. Szkoda tylko, że po studiach trzeba zacząć żyć naprawdę. Bez pomocy rodziców, stypendiów, trzeba iść do pracy. W zależności od miejsca pracy nawiązujemy nowe kontakty lub też nie. Ja niestety nie. Jestem w moim biurze sama, całymi dniami. Pracuje 9 godzin dziennie. Doliczając do tego czas poświęcony na dotarcie do pracy jestem poza domem od 10 do 11 godzin każdego dnia. Ile czasu mi zostaje? Około 4-5 godzin. Plus około 8h na sen. Niewiele ma się z życia, bo następnego dnia trzeba zebrać się w sobie i znowu pędzić do biura. W ciągu tych kilku godzin w domu, zanim pójdę spać, jestem w stanie wytoczyć wojnę światu, przepraszać, śmiać się, płakać, krzyczeć.

Nie jestem do końca normalna. Nie wiem też jednak jak definiuje się normalność. To raczej kwestia mocno dyskusyjna. Myślę jednak, że mam jakieś zaburzenia, zawsze miałam. No ale studia skończyłam, prace dostałam, to pewnie sobie wymyśliłam.

Pewnie tak.

3 Komentarze

  1. Człowiek, który przyznaje się do słabości jest o wiele mocniejszy niż jemu się wydaje. Moim zdaniem potrzebujesz tylko impulsu aby zmienić część swojego życia i co ważniejsze zasmakować szczęścia od innej strony – w końcu tęcza ma wiele kolorów. Być może poszukujesz tych barw, które są widoczne w dzień a w nocy gasną lub też poszukujesz szczęścia przy zbyt mocnym świetle, gdzie gra pozorów odgrywa często kluczową rolę. Wówczas wystarczy zgasić oświetlenie, zapalić świeczkę i dostrzec to czego nie widzieliśmy. Półmrok pokaże te aspekty życia, które w pełnym świetle niezauważone są drzwiami do szczęścia. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.