11 lat później

Odeszłam od ciebie rok temu. Zaledwie pół roku temu pozwoliłeś mi znowu zacząć żyć. Poprzednio myślałam, że nie dam rady się od ciebie uwolnić, szczęśliwie bardzo się myliłam. Pewnego grudniowego popołudnia zaprowadziłeś mnie na skraj przepaści. Jeszcze długo nie zapomnę wyrazu twojej twarzy w momencie, gdy zrozumiałeś, że to ty skaczesz, nie ja. Co czułam, gdy zamknęły się za tobą drzwi? Ulgę, wiedziałam, że znowu mogę swobodnie oddychać.

Przy okazji dowiedziałam się, że nikt poza mną nie zrozumiał powodu tego rozstania. Rodzice byli zawiedzeni (myślę, że do dziś są), nie tym, że znowu zostałam sama. Bardziej tym, że od samego początku zakładali, że tak będzie. Nie ma co ukrywać, wielkiej wiary nikt we mnie nigdy nie pokładał.

Moja siostra, fenomen, ponad fenomeny, w skrytości po dziś dzień ma ubaw po pachy. Wraz z naszą drugą, cioteczną, siostrą miały wreszcie szansę dać upust fantazji. Dałam im cudowną okazję do wylania na mnie trzech cystern pomyj. I jeśli myślicie, że nie wiem, to się mylicie. Cudownie było się tego wszystkiego o sobie dowiedzieć. Dzięki temu inaczej na was patrzę. Na siebie również.

Szefowie, kolejne dwie wybitne postaci, w kwietniu doprowadzili mnie na skraj kolejnej przepaści. I tu także, jak w przypadku mojego byłego, zdziwieniu nie było końca, gdy pod koniec miesiąca obwieściłam dumnie, że również i ich porzucam. 14 maja po raz ostatni zamknęłam za sobą drzwi tamtego biura.

Gdy przyjaciółka mówiła mi, żeby zmienić pracę, przytakiwałam, pytając siebie w duchu czy utrzyma mnie, gdy już będę bez pracy. Któregoś dnia jednak, obudziłam się z myślą, że skoro nie bałam się wyrzucić pasożyta z domu i zostać sama, to może nie będę również bała się podjąć się chociaż próby znalezienia innego zajęcia. I tak oto po wysłaniu kilku zgłoszeń, zadzwonił telefon. Po krótkiej rozmowie i nieco dłuższym spotkaniu face to face, zostałam korposzczurem. Teraz z radością poddaje się codziennym wyzwaniom. Tak, praca pochłonęła mnie bez reszty. Ktoś mówił, że to pracoholizm, ale ten ktoś nie wziął pod uwagę, że to jest moja metoda na radzenie sobie z przytłaczającą mnie rzeczywistością. Ten ktoś nie wie również, że niewiele rzeczy w życiu mi się udało, a fakt, że jestem świetna w tym co robię, pozwala mi poczuć się dobrze.

W tym roku skończyłam 26 lat, tego bloga mam od 2005 roku. Wracam tu zawsze po to, aby móc zapisać kilka ważych myśli. Nie bywam tu regularnie, ale nie zaczynam też wpisów od drogi pamiętniczku… Dlatego też cieszę się, że mam miejsce, do którego zawsze mogę wrócić i przypomnieć sobie co mnie w życiu ściąga w dół i więcej tego nie robić.

W maju bieżącego roku mineło 11 lat od śmierci babci. Po tym wydarzeniu bardzo się pogubiłam. Myślę, że zdeterminowało to w jakiejś części moją osobowość. Czas płynie, a ja ciągle o niej myślę, miałyśmy zbyt mało czasu dla siebie.

Ty, który nadal zajmujesz sporą część moich myśli, weź się w garść. Twoje tegoroczne wybryki sprawiły, że serce zabiło mi mocniej. I to wcale nie dlatego, że Cię kocham. Przeraziłeś mnie nie na żarty, ale mam nadzieję, że jest Ci już lepiej i było to tylko chwilowe rozchwianie. Dobrze wiesz, że zawsze będzie dla mnie ważny. Poświęciłam kilka wpisów właśnie Tobie.

A Ty, żonaty, Tobie to już nie wiem co powiedzieć. Znamy się kilka lat i mam wrażenie, że ciągle kręcimy się na karuzeli. Ty chcesz i ja też. Gdy się spotykamy… nawet nie można tego opisać. Jak długo będziemy w tym jeszcze trwali? Ona wie, Ty jesteś niezłomny. Poznaliśmy się zbyt późno, tak wiem, such a cliché. Mimo wszystko dzięki, bo Ty jeden wiesz jak mój trzeźwo myślący umysł oderwać od rzeczywistości.

Najważniejsze jest jednak to, że 11 lat po śmierci babci odszedł dziadek. Cieszę się, że znowu jesteś z babcią. Nie wiem tylko jak się po tym ogarnąć.

14 października naprawdę dorosłam. Zawsze będziecie dla mnie ważni.

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.